Kilka lat temu, Lublin. Wracam z biegu, a tu w parku jednego z osiedli tłumy z psami. Jakiś psi fanklub, czy coś? Na bieżni przy szkole inni – tak jak ja – przeskakują przez ogrodzenia i zaczynają treningi. Kilka dziewczyn, kilku ,,zawodowców”, ktoś w średnim wieku. Każdy z nich zamknięty w swoim ,,świecie”, obok siebie, a jednak każdy z dala. Połączyła ich późna pora. Czy więc biegać po zmroku? A podobno to rano najlepiej. No właśnie: kiedy?

Jak ciemno, to przyjemniej

Jeśli twoje pobieganie ma mieć wyraz czysto relaksacyjny, rozrywkowy, pora może być dowolna. Jeśli chcesz zrzucić całodzienny stres – wiesz pewnie, kiedy wybiegać. Jeśli zależy ci na rozluźnieniu się przed męczącym i psychicznie angażującym dniem (a jednocześnie, by #endorfinki poprawiły nastrój), wybierzesz poranek. To raczej sytuacja idealistyczna. Dochodzą też względy praktyczne: czas. Jeśli możesz tylko o danej porze, np. rano lub tylko wieczorem, nie masz tu za dużego wyboru. Gdy pracowałem w systemie 3-zmianowym, każde 8 dni wyglądało tak: po kilku ,,jedynkach” były ,,dwójki”, kończące się kilkoma ,,nockami” i dopiero po tym maratonie następowały 2-3 dni wolnego. Organizm rozregulowany, ale chcę skupić się na ,,nockach”. Rano odpada, bo trzeba odespać, a wieczór to już czas pracy. Pozostaje samo południe: okolice 14:00.

To kilka sytuacji, gdy na ,,luzie” podchodzisz do swojego biegania, nie masz jakiegoś celu. Gdy trenujesz do zawodów, już większą wagę przywiązujesz do kwestii pory treningu. A gdy chcesz np. schudnąć? Tu przychodzi proza życia. Bo organizm lepiej będzie pracował rano ,,na świeżo”, gdy jesteś zregenerowany, wyspany (!), gdy ciało zaczyna żyć, a nie myśli już o śnie. Jeśli odpowiednio przygotujesz ciało, nawadniając je i posilając (nie dam ci tu konkretnej recepty, bo te wyczytane nie sprawdzają się akurat u mnie, musiałem poznać swój organizm, by poranny trening był dla mnie komfortowy; wiem jednak, że nawet lekko, ale przed treningiem trzeba zjeść). Wieczór jest dla mnie łatwiejszy, może i dla ciebie. Jestem typem nocnym, najlepszą aktywność umysłową, wszelkie prace, wolę wykonywać wieczorem, a nawet zarywając nockę. Wieczorny trening zawsze więc jest dla mnie łatwiejszy, organizm nie jest do tego przyzwyczajony. Lepiej też jest mi kontrolować posiłki tak, żeby mieć już jakąś bazę wyjściową, jeszcze coś zjeść przed treningiem godzinę lub dwie. I przy tym być najedzonym, ale nie przejedzonym. Tyle że prawdopodobnie wieczorne bieganie bardziej męczy organizm i tak wykończony całym dniem, a i spalasz wolniej, niż gdybyś trenował rano (pomijając fakt, że jeśli chcesz się opalić to, logiczne, że do tego potrzebne jest jeszcze świecące słońce).

Wieczorem. Why?

Myślę, że już kilka argumentów wymieniłem za ,,wieczorem”. Bo możesz nie być porannym skowronkiem, ale ,,sową”. Bo może wszystkie twoje próby wstania rano kończą się smacznym nakryciem kołderką. Bo może praca tego wymaga i nie możesz sobie pozwolić na ranne treningi. Ale jest też jeden powód, uważam że tu najbardziej kluczowy, jeśli nie chodzi o te poprzednie. Bo im później, tym ciemniej. Gdy jakieś 5 lat temu, jeszcze jako biegacz mocno ,,okazjonalny” wybiegałem w swoim rodzinnym mieście późnym wieczorem, na trasie nie było nikogo, czasem jednak tylko jedna lub dwie osoby. Dwie to wówczas był na serio szał. Ten szał różnił się tym, że gdy wybiegałem rano, byłem sam. Bo rano to widno, każdy widzi. Teraz ten stan jest inny, gotując kilka dni temu obiad w swoim rodzinnym domu, widziałem ,,parkę” biegaczy. Idąc w środku dnia kogoś mijam, wieczorem na trasie przebiegam obok kogoś, rano w Puszczy Kozienickiej – też. To samo miejsce, minęło 5 lat. W Lublinie, gdy tam studiowałem, o obu porach kogoś się mijało (a gdy było ciepło, sobota i okolice 8-9, to biegacze, rowerzyści, nordic-walking’owcy, spacerowicze i inni beFit-owicze). Szał. Choć kilka razy udało mi się wbiec w pogrążony jeszcze sne ,,tłum” na przystanku. Kwestia obczajenie odpowiedniej trasy.

Mało ludzi, bo jasno. Dużo, bo ciemno. Bieganie nie tylko w małych miasteczkach, jak moje rodzinne, już stało się widokiem bardziej powszednim. Stało się już krajobrazem. Bo gdy już cię zobaczą inni, to potem jest już łatwiej. Jak ze wszystkim. Jeśli jesteś ,,starym” wyjadaczem i siedzisz w tym od lat, może ci się to wydać nawet naiwne. ,,Bo to pasja, czego się bać, wstydzić i kryć”. Tak, to prawda. Ale rzeczywistość też wygląda różnie, bo jeśli np. nikt cię nie kojarzył wcześniej z jakąkolwiek formą aktyności fizycznej, gdy masz nadwyżkę kilogramów i nie chcesz z tym się obnosić, bo się po prostu wstydzisz swojego ciała, ale gdy już będzie jakikolwiek efekt widać, to będziesz bardziej widoczny. Gdy jesteś zakompleksionym nastolatkiem, księgową, nauczycielką – gdy wykonujesz jakiś zawód, w którym musisz przyjmować pewną ,,rolę społeczną”, możesz mieć opory. Rano jesteś na widoku, wieczorem jest ciemniej. Jeśli oglądałeś Hooligans 3 to te uliczne nawalanki też były w nocy (choć tam akurat chodziło o to, że te fighty były nielegalne, ale ciii…).

Często rozpoczynanie wieczorem swoich treningów jest stanem przejściowym (jeśli masz oczywiście wybór między rankiem a późniejszą porą, i gdy pory nie narzuca ci tryb życia rodzinnego, zawodowego). Przejściowym, bo w miarę treningów zaczynasz tym kipieć, emanować, a i pewność siebie jest większa. Nawet jeśli biegasz wieczorem, to i tak spotkasz ludzi, spokojnie. Kiedyś wbiegłem w grupę imprezowiczów, idących na zabawę w piątkowy wieczór. Tak że tego… no… 🙂

Bieganie, czy też inna aktywność ,,na świeżym powietrzu”, dostarczają pewności siebie, odwagi. Bo gdy już doświadczysz raz ludzkich spojrzeń, a jesteś na przykład osobą nieśmiałą, to każdy kolejny raz będzie już z górki. Ok, tylko że zanim ,,każdy kolejny raz” to najpierw musi być ten pierwszy.

Środek. Znajdź już dziś

Pora treningu zależeć może od naprawdę wielu czynników, bo pora biegu to więc rzecz czysto subiektywna. Każda z nich ma swoje wady (chociażby bezpieczeństwo, bo prędzej ktoś cię może napaść wieczorem niż rano). Lepiej spalasz rano, ale lepiej kalorycznie przygotowany jesteś wieczorem. Ciało jest wypoczęte i zregenerowane skoro świt, ale stres zejdzie z ciebie po całym dniu. Poranne endorfiny mogą wypełnić cały dzień, ale jeśli nie jesteś skowronkiem, a nocną sową, to wcześnie usypiasz swój potencjał (by rano wstać), a mimo treningu możesz być niewyspany i rozdrażniony (a jeśli śpisz krótko, to łatwiej możesz nabawić się kontuzji). Musisz znaleźć swój złoty środek i poznać siebie metodą prób i błędów. Bieganie to też rozwój i kształtowanie charakteru. To, że na początku poranne bieganie nie wychodzi nie oznacza, że za miesiąc lub dwa nie wejdzie ci w krew. Znajdź swoją porę. Brzmi banalnie. Ale rozwiązuje pewien problem z serii niegdyś popularnych zagadek internetowych: czy ta sukienka na zdjęciu jest taka, czy inna. Biegać rano, czy wieczorem? – oto jedno z takich pytań.

Written by Dariusz Okoń

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *