Dieta wegetariańska potrafi wpłynąć na wyniki biegowe. Jak każda dieta wymaga świadomego podejścia. Odrzucenie mięsa stało się modne. Bycie modnym też wymaga pewnej wiedzy. 

 

Dawid:

Niedawno przeczytałem książkę „Jedz i Biegaj”. Scoot Jurek – jej autor, wniósł w moje życie kilka istotnych zmian. Przede wszystkim skłonił mnie do przejścia na wegetarianizm. Jurek, jak pisze, wychował się w normalnej rodzinie, gdzie na stole przeważały produkty pochodzenia zwierzęcego. Dzisiaj jest słynnym wegańskim ultramaratończykiem. Postanowiłem pójść w jego ślady i zobaczyć, jakie rezultaty przyniosą owe zmiany. Pierwsze, co wybrałem, to całkowita eliminacja mięsa. Dopuszczam do swojej diety sery, nabiał i jajka (najlepsze te od babci :)). Mówiąc językiem naukowym jestem laktoowowegetarianinem. Z radykalnymi zmianami w diecie wiąże się często wiele obaw, jak również oczekiwań. Odrzucając mięso chciałem sprawdzić jak odbije się to na wynikach sportowych i samopoczuciu.  Bardzo mnie ucieszył fakt, iż po 3-miesięcznej diecie moje wyniki, a w szczególności hemoglobina, poprawiły się. Początkowo nie była ona zbyt wysoka, bo wynosiła 13,2. Pierwszy lepszy biegacz, może pochwalić się wyższym poziomem. Po 3 miesiącach jednak jej ilość wzrosła znacznie na 15. Bardzo martwiłem się o poziom żelaza w organizmie, dlatego spożywałem spore ilości kaszy jaglanej, orzechów, szpinaku i soczewicy. Te wymienione produkty po prostu najbardziej mi smakują. Wegetarianie przywiązują dużą uwagę do jedzenia dużej ilości warzyw, co uzupełnia niedobory witamin w organizmie. Dzięki takim zabiegom poziom żelaza, a co za tym idzie wydajny transport tlenu we krwi pozostają na wysokim poziomie. Z wapniem też nie ma większego problemu. Produkty pełnoziarniste i jogurty naturalne powinny załatwić sprawę z niedoborem.

 

Zmiany jakie zaszły to lekkość w bieganiu jakiej nigdy nie doświadczyłem. Na treningach czuję się super. Wiadomo jak w życiu zdarzają się ciężkie dni w których mam ochotę nie wychodzić wcale na trening, ale jest ich o wiele mniej. Co najśmieszniejsze wcale nie czuje jakiejś spiny, że brakuje mi produktów mięsnych w diecie. Aminokwasy uzupełniam BCAA. Łyżka dziennie przed treningiem w zupełności mi wystarcza. Nic dodać nic ująć. Mi bardzo taki sposób odżywiania podpasował.

 

Rzecz, z którą musi zmierzyć się wegetarianin, to postrzeganie. Jeżeli chodzi o różne wydarzenia, uroczystości typu: wesele, chrzciny zdarzają się śmieszne sytuacje . Przychodzi np. kelner z tradycyjnym schaboszczakiem. Mówię mu wtedy, jak wygląda sytuacja, a wtedy wokoło ludzie patrzą się na mnie jak na kosmitę.  Na szczęście ostatnimi czasy w lokalach to żaden problem i obsługa przygotowana jest na takie sytuacje. Kelner, którego niedawno spotkałem, okazał się bardzo miły i oznajmił, że bez problemu przygotuje coś stricte wegetariańskiego. Tak że dla chcącego nic trudnego. Kto pyta nie błądzi.

Kwestia spotkań rodzinnych też pozostawia tutaj dużo do życzenia. ,,Jejku, ale schudłeś!” – słyszę. ,,Stres spowodowany uczelnią? ,,Będziesz anorektykiem”.  Faktem jest, że  schudłem, ale to było konieczne do poprawy wyników zarówno wydolnościowych, jak i szybkościowych. A nie powiem, było co zrzucać. Pierwotna waga 78kg, zamieniona na 72kg przy wzroście 178 cm, jest jak najbardziej w porządku. Ciężko jest mi przekonać swoich bliskich do mojej racji. Nadal próbuję. W planach jest zejście w granice do 68 kg, przy jednoczesnym utrzymaniu tkanki mięśniowej. Staram się jak najbardziej bilansować dietę.

W żadnym wypadku nie namawiam, ale proponuje spróbować na czas 1-2 tyg. wyeliminować mięso i zobaczyć jak organizm zareaguje. Z moim jest wszystko w porządku i sądzę, że w tym sezonie jeszcze podkręcimy tempo na zawodach.

 

Darek:

Myślałem, że będzie restrykcyjnie i radykalnie, wyszło zwyczajnie. Nie chcę, żeby to była opowieść o człowieku, który – tak jak setki i tysiące innych – jest wegetarianinem. To coś tak oczywistego, jak kolor oczu lub płeć. A może jednak nie, bo tych rzeczy nie wybieramy. Wegetarianizm to jednak wybór. Choć nadal przyznanie się do niego może brzmieć egzotycznie, tak już coraz częściej nie jest. Postrzeganie społeczne już się zmieniło, choć jeszcze trzeba poczekać. Nawet w popularnych marketach-sieciówkach kupisz produkty wegetariańskie lub wegańskie. Jeśli chcesz, to dasz radę. Może to brzmieć jak Coelho, że jeśli czegoś pragniesz to cały wszechświat zrobi wszystko, żeby ci się udało. Nie jestem miłośnikiem Coelho, więc sobie daruję.

 

Wegetarianizm przede wszystkim kształtuje charakter. Jak sport. Nie dziwię się więc, że często idzie w parze. Nawet jeśli nie zdecydujesz się na odrzucenie mięsa, to pewnie gdzieś na tej drodze bycia świadomym tego, co jesz (rzecz nieodłączna, jeśli myślisz o aktywności fizycznej już nie jako początkowy sympatyk szybszego bicia serca, ale ktoś bardziej zaawansowany, to właśnie odpowiednio ułożona dieta). Mięsożercom jest łatwiej. Tak sobie myślałem jeszcze kilka lat temu. Byłem wegetariańskim sympatykiem. To znaczy były rzeczy, które stopniowo odrzucałem: wędliny, mięsa, konkretne potrawy. Byłem sympatykiem, nie wegetarianinem. Po okresie jedzenia każdego typu mięsa (królestwo za pierś z kurczaka w panierce albo za gotowany schab… i dobrze wysmażone udko z kurczaka), podjąłem radykalną dla mnie decyzję: zero mięsa, ryb, żelatyny, gotowanych i smażonych jajek (jedynie takie w składzie np. jakiegoś ciasta). Nie ma to jakiejś konkretnej nazwy naukowej, to po prostu moja wersja wegetarianizmu.

 

Rzecz kluczowa: co daje podjęcie takiej decyzji lub jej przemyślenie? Gdy byłem wegetariańskim sympatykiem, nie myślałem o suplementacji. Odrzucałem pewne rzeczy w menu, nie próbując ich zastępować. Zastanowienie się nad swoją dietą i świadome zostanie wegetarianinem sprawiło, że myślałem o tym, co jem. Co muszę jeść, czym nadrabiać. Mam nieocenionego w tych sprawach przyjaciela z czasów studiów, który po licencjacie wyjechał do innego miasta, ale nawet po obronie magisterki utrzymujemy ze sobą kontakt. Wiele rozmawialiśmy o wegetarianizmie i rozmawiamy nadal. On siedzi w temacie dłużej ode mnie. Czyli żyć bez mięsa się da 🙂 Do pewnych wniosków doszedłem też sam. Po tym, jak nadrabiałem jogurtami (dużą ich ilością w codziennym menu), dorzuciłem do zakupów oprócz już i tak obecnego tam ryżu, soczewicę i ciecierzycę. Zboża. Więcej warzyw zielonych: brokuły, ale i innych. Ziarenka chia (maksymalnie 3 łyżeczki dziennie do różnych posiłków; mają neutralny smak, mogą być spożywane z czymś słodkim jak i nie). To kilka rzeczy, które przyszły mi do głowy. Aktywność fizyczna i umysłowa nadal całkiem spoko, mimo wyeliminowania mięsa. Choć pierwsze chwile całkowitego porzucenia tej konkretnej grupy pokarmów, nie należały do najłatwiejszych jeśli chodzi o przyzwyczajenia. Moje samopoczucie podwyższyło się, energia i motywacja też. Pewność siebie, wewnętrzna siła. I charakterystyczna dla płci mniej ładnej chęć pokonywania przeszkód i walki ze słabościami.

 

Nie mówię, że to dzięki wegetarianizmowi. Może to być po prostu zmienna czynników w moim życiu, która dała mi większy power. Nie chcę teraz stać się piewcą wegetarianizmu, jego ambasadorem i patronem. Z największym szacunkiem i zrozumieniem odnoszę się do tych, którzy jedzą mięso, niczego im nie nakazuję i do niczego nie przekonuję. Oni tego samego nie chcą ode mnie. Luzik i spoko. Bez spiny. Podejrzliwość wobec wegetarian zapewne za jakiś czas przejdzie, bo ten styl życia się przyjmie. Może wegetarian – tych, którzy wybrali to z powodu mody, ,,inności”, jakiejś alternatywy – z pobudek chwilowego szału na to, może wtedy będzie ich mniej. Może to i lepiej. Dlaczego? Bo to dosyć radykalna zmiana, bo nadal kuleje chyba w polskim szkolnictwie wiedza o tym, czym zastępować powszechne nawyki żywieniowe czy to wyniesione z wielu rodzin, szkolnych stołówek, publicznych miejsc konsumpcji pokarmów. Dawna niechęć wobec wegetarian nie powinna zamienić się w tę samą wobec mięsożerców. Mój wegetarianizm wynika z pobudek ideologicznych: niekrzywdzenia zwierząt. Tyle i aż tyle. I chciałbym, żeby inni też nie chcieli. Nie wymieniając już tu korzyści dla środowiska. Nie wymieniając, żeby nie być jednostronnym i nie rozpętywać wojenek.

 

Jeśli coś miałbyś zapamiętać z tego mojego tekstu, jeśli zastanawiasz się nad wegetarianizmem, albo chciałbyś spróbować jak może wpłynąć na twoje wyniki, to chciałbym żeby to była jedna rzecz: pamiętaj o tym, żeby być świadomym swojej diety. Jeśli odrzucasz mięso, spróbuj je zastąpić czymś innym. Nie potrzeba wiele, osobiście jem większe ilości niektórych rzeczy, część nowych składników coś suplementuje, a część zastępuje. Mój wegetarianizm dał mi power. Nie znaczny to, że mięsożercy nie mają tej mocy. Też ją mają, ale mnie brak mięsa dał jaśniejszy umysł. Chcesz, możesz spróbować.

Written by Dawid Duda

11 komentarzy

pdf

Come closer said Jim, studying his daughter s beautiful form.

Kirsty then lifted her t-shrit up over her head reveling and
pair of well formed ,firm pair of tits with
nipples harder and longer than I had ever seen they must have been at least 3 4 to a
inch long she cuped both tits in her hand and and played with then pinching her hard nipples between her fingers this made her give out a
low soft moan.

Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *